| Marzenie o dziecku – psychoterapia niepłodności |
| Autor: Dorota Pieńkos |
|
Niepłodność przenika całe życie młodego małżeństwa. Wpływa na stosunek do siebie, do partnera, do seksu i do swojego ciała. Cykl owulacji decyduje o rytmie życia, jedynie zapłodnienie zdoła nadać mu sens. Psychoterapia może pomóc w leczeniu niepłodności. Niepłodność najczęściej spada na rodzinę niespodziewanie. Młodzi ludzie ustalają termin ślubu, planują, jak urządzą swoje gniazdko, i wierzą, że w odpowiedniej chwili pojawią się dzieci. Nagle okazuje się, że nie wszystko idzie zgodnie z planem. Mijają miesiące, czasem lata, a upragnione dziecko się nie pojawia. W końcu zapada decyzja, by poprosić o pomoc specjalistów. Z obawą, ale i z ogromną nadzieją małżonkowie kierują kroki do kliniki leczenia niepłodności. Wierzą, że oddając się w ręce doświadczonych lekarzy, którzy dysponują specjalistycznym sprzętem i nowoczesnymi technologiami, wreszcie osiągną upragniony cel. Często rozpoczęcie leczenia przynosi pewną ulgę: ktoś inny w pewien sposób przejmuje odpowiedzialność za „naprawienie natury”. Są dowody na to, że leczenie przynosi efekty – listy z podziękowaniami otrzymywane przez lekarzy i relacje rozpromienionych rodziców. W małżonkach wzrasta nadzieja, że i oni wkrótce będą równie szczęśliwi. Większość z nich nie widzi lub nie chce widzieć, że nie wszystkim się udaje. Fotografii tych, którym się nie udało, nikt nie zamieszcza w gazetach, nie opowiadają, ile musieli przejść i czego doświadczyli. Stopniowo gaśnie nadzieja. Pojawia się myśl: skoro leczenie ciała nie przynosi efektów, prawdopodobnie istnieje jakaś blokada psychiczna. Wtedy niektórzy ludzie pragnący dziecka zwracają się o pomoc do psychologa. Warto wiedzieć, że w około 30 proc. przypadków przyczyna niepłodności pozostaje niewyjaśniona. A jej skutki przenikają wszystkie dziedziny życia. Na podstawie doświadczeń terapeutycznych można ułożyć długą listę trudności wywołanych niepłodnością. Do najczęstszych należy poczucie niskiej wartości, a nawet pewnej inności czy niepełnosprawności. Następuje także spadek poczucia sprawstwa, kontroli i koherencji, na skutek konieczności całkowitego zawierzenia lekarzom, aparaturze i lekom. Pacjentki skarżą się często na utratę kontaktu z własnym ciałem, mają wrażenie, że stało się ono dodatkiem do aparatu USG. Nieskuteczne leczenie prowadzi do poczucia bezradności i beznadziei. Nadejście kolejnej miesiączki łączy się czasami z wybuchem rozpaczy i rezygnacji, a po kilku przepłakanych dniach znowu przemienia się w nerwowe wyczekiwanie i badanie oznak nadchodzącej owulacji. Taka huśtawka nastrojów jest wyniszczająca emocjonalnie. Życie traci sens samo w sobie. Kobiety czasem przekładają na później czerpanie radości z codziennych spraw i uzależniają spełnienie się od tego, jaki będzie wynik kolejnego testu ciążowego. W chwilach największej potrzeby wsparcia i bliskości innych ludzi wiele osób izoluje się od kontaktów społecznych. Obawiają się niewygodnych pytań, niezrozumienia, wścibstwa. Szczególnie bolesne są naciski rodziców czy teściów na młode małżeństwo, by wreszcie „dali im wnuka”. Wzbudza to w młodych poczucie winy i prowadzi do różnego rodzaju gier oraz udawania, że „wszystko jest w porządku”. Napięcie udziela się małżonkom. Zaczyna się obwinianie siebie lub partnera, ujawniają się różnice w oczekiwaniach i stosunku do leczenia. Mogą się także pojawić zaburzenia seksualne, takie jak brak satysfakcji z seksu, brak orgazmu czy trudności z erekcją. Seks staje się obowiązkiem. Ponieważ to kobiety kontrolują cykl owulacyjny, ich partnerzy czują się odrzuceni albo traktowani instrumentalnie, odmawiają kochania się na rozkaz. Do listy problemów, jakie rodzi zmaganie się z niepłodnością, można dopisać kryzys wiary w opatrzność, choć może też wzrosnąć religijność. Często obserwowałam u pacjentów tzw. myślenie magiczne, czyli powierzanie się siłom nadprzyrodzonym, stosowanie rytuałów, odwiedzanie miejsc i osób słynących z niezwykłych właściwości, a przede wszystkim szukanie nadziei w innej, magicznej rzeczywistości, jakby ta znana i namacalna zawiodła. Życie osoby, która wpadła w wir walki z niepłodnością, przypomina błędne koło: frustracja i niepowodzenie prowadzą do prób działania, a gdy te kończą się porażką, wzrasta presja, by wreszcie osiągnąć cel – i tak bez końca. Do tego dochodzą negatywne skutki procedury medycznej: utrata zaufania do lekarzy, uboczne efekty przyjmowania leków hormonalnych, poniesione (często ogromne!) nakłady finansowe na zabiegi, leki i dojazdy. Trzydziestopięcioletnia Olga, wykształcona i atrakcyjna, trafiła na psychoterapię po trzech latach leczenia w jednej z klinik. Zdiagnozowano u niej endometriozę – dość powszechną przyczynę niepłodności. Olga miała za sobą dwa nieudane zabiegi ICSI (inaczej: mikromanipulacja – zabieg polegający na zapłodnieniu komórki jajowej wybranym przez lekarza plemnikiem, a następnie wprowadzeniu jej do macicy) i kilka inseminacji (wprowadzenie odpowiednio przygotowanego nasienia do macicy). W końcu doszła do wniosku, że istnieje psychiczna blokada uniemożliwiająca jej zostanie matką. Nasze spotkania zaczęłyśmy od sporządzenia listy problemów, które pojawiły się w życiu Olgi w związku z niepłodnością. Skarżyła się na trudne relacje z rodziną. Jej rodzice bardzo pragnęli mieć wnuka i mocno przeżywali kolejne niepowodzenia. Olga czuła, że sprawia im przykrość. Jednocześnie złościło ją i bolało ciągłe dopytywanie się i regularne życzenia, „żeby wreszcie została mamusią”. W końcu zaczęła unikać spotkań z rodzicami. Drażnił ją widok ciężarnych kobiet i matek z małymi dziećmi. Kiedy na jednym ze spotkań towarzyskich ktoś żartem spytał: „Może wy nie wiecie, jak się to robi?”, szybko wyszła i przepłakała całą drogę do domu. Zrezygnowała z przyjęć w kręgu młodych rodziców. Stała się zamknięta i drażliwa. Skupiła się na karierze i wkrótce zyskała opinię harpii. Dokuczały jej samotność i smutek. Jedyną bliską Oldze osobą pozostał mąż. On jednak, choć także pragnął dziecka, nie do końca podzielał jej determinację w zabieganiu o ciążę. Zgadzał się na badania, leczenie, wydatki, ale sam nigdy nie podejmował tematu dziecka. Olga czuła, że mąż także nie do końca ją rozumie. Kiedy spytałam o ich pożycie intymne, okazało się, że jest ono całkowicie podporządkowane prokreacji. Był to obowiązek, który należało spełnić niezależnie od nastroju i samopoczucia. Właściwie całe życie Olgi wyznaczał cykl owulacyjny. W jego początkowej fazie czuła się napięta, wyczekiwała owulacji, badała temperaturę i regularnie robiła USG, aby sprawdzić, czy pojawia się pęcherzyk Graafa. Określała swój nastrój jako podenerwowanie, nadzieję, oczekiwanie, czasem nawet radość. Zażywała witaminy i produkty wspomagające płodność. Mobilizowała męża do zimnych natrysków i regularnego współżycia. W drugiej fazie cyklu nasilało się u Olgi napięcie i niecierpliwe monitorowanie jakichkolwiek symptomów ciąży. Zdarzało się, że robiła testy nawet dwa razy dziennie. Nadejście miesiączki było dla niej prawdziwym dramatem. Czuła rozpacz, żal, rozczarowanie, bezradność. Często płakała i godzinami leżała w łóżku. Próbowałyśmy wydobyć myśli, jakie w tym czasie pojawiały się w jej głowie. Okazało się, że były to stwierdzenia: „Jestem niczym”, „Nie powinnam żyć”, „Wszyscy mnie opuścili”, „Nie ma dla mnie nadziei”. W trakcie naszych rozmów coraz jaśniejsze stawało się, że dziecko jest dla Olgi jedynym celem. Im bardziej nieosiągalny był ów cel, tym bardziej zależało jej na jego zdobyciu. Niepłodność traktowała jak wyzwanie, które ją przerosło. Zmienił się jej sposób myślenia o sobie, czuła się kimś małowartościowym, nie dość dobrym. Dostrzegała pułapki, w jakie wpędzały ją zachowania zmierzające do prokreacji, ale nie umiała z tych zachowań zrezygnować, ponieważ uważała, że tylko zajście w ciążę uwolni ją z błędnego koła nadziei i frustracji. Terapia Olgi trwała kilka miesięcy. Pozwoliła na poradzenie sobie z wieloma blokadami, które sprawiały, że życie tej kobiety zostało ukierunkowane tylko na jeden cel. Krok po kroku Olga zaczynała znowu dostrzegać świat wokół niej. Okazało się, że jest wiele powodów, dla których warto żyć i cieszyć się życiem, nawet jeśli nie wyda się na świat dziecka. Największa zmiana zaszła jednak w sposobie, w jaki Olga rozmyślała o swoim dziecku. Dotąd było to myślenie o tym, co ono da jej, jak uczyni ją spełnioną, dumną, szczęśliwą i kobiecą. Podczas jednego z ostatnich spotkań Olga powiedziała: „Chciałabym, żeby moje dziecko miało dobrą matkę”. To zdanie zaskoczyło ją i dało zupełnie nowe spojrzenie na siebie jako kobietę i przyszłą mamę. Mogła przenieść odpowiedzialność za swoje szczęście z tego upragnionego i wciąż nieobecnego dziecka na siebie i poczuć, że „dobrą matką” może zacząć być już dziś. W czym może pomóc psychoterapia osobom borykającym się z niepłodnością? Może umożliwić uwolnienie się od czarno-białego sposobu myślenia, dostrzec pozytywne wartości w tym, co jest tu i teraz, a nie tylko w tym, co będzie. Dobrze jest, gdy o swoich przeżyciach mogą porozmawiać z psychologiem ci, którzy zaczynają starania o potomstwo. Okazuje się, że ogromną wartość mają grupy wsparcia, gdzie osoby z podobnymi problemami nie tylko dzielą się swoimi doświadczeniami i troskami, ale też obdarowują się wzajemnie nadzieją i empatią. Ważną rolę pełnią internetowe przyjaźnie i kluby samopomocy – będące skarbnicą odpowiedzi na wszelkie nurtujące pytania i wątpliwości. Dzięki pomocy doświadczonego i zaufanego terapeuty niepłodność może stać się lekcją życia, która – choć trudna i bolesna – otwiera nieznane dotąd obszary możliwości tkwiące w naszej psychice. |